poniedziałek, września 26, 2005

Było cudownie.

Czubek: Na koncercie Stinga. Mimo tego, że pojechałam mocno przeziębiona, że droga do stolicy w jedną stronę została odbyta w zapchanym korytarzu, mimo 149 tys 998 osób obok nas, było po prostu świetnie. Dopchaliśmy się średnio daleko od sceny, za to pod ogromny telebim i pięć razy większe głośniki, więc dobrze wydzieliśmy i co najważniejsze słyszeliśmy cały koncert. Nie wiem, skąd krytyczne komentarze w internecie, narzekają na słabe nagłośnienie z tyłu, ale moim zdaniem każdy, kto chciał podejść, bo nie było ścisku. A sam koncert - naprawdę rewelacja. Dla mnie na tyle, żeby bardziej polubić Stinga i tak od serca posłuchać jego muzyki, bo do tej pory umiarkowanie ją znaliśmy (a przykazanie 11 mówi: największa lipa to iść na koncert zespołu, którego piosenek nie znamy :P). To moim zdaniem dużo, bo zazwyczaj koncerty bardziej podobają się zagorzałym fanom, którym do szczęścia potrzeba tylko posłuchania gwiazdy na żywo. Heh, w ogóle zauważyłam, że mi się gust muzyczny ostatnio wydelikaca. Chyba mnie czas posunął :P