Misja "Wieluń City" zakończona sukcesem.
Czubek: To ja Czubek. Witam na blogu z pełnoprawnego miejsca. Dzieje się oj dzieje na tym świecie. Pewnie mało kogo już ruszają afery, notatki, teczki lub czasopisma. Choć nie powiem, ze swoją słabością do narzekania i krytykanctwa, ucięliśmy sobie w chwili zapomnienia z Nimrodem krótką wymianę zdań na temat obywatela C. jak również jego współpracowników, którzy to nagle nauczyli się mówić (albo ktoś ich szybko nauczył; swoją drogą też bym się nauczyła gdyby mi coś odpalono względnie mnie zaszantażowano ;/). Dzisiaj jednak postanowiłam napisać o tym co jest tak NAPRAWDĘ godne uwagi, czyli o moim wakacyjnym pobycie w Wieluniu. Otóż odwiedziłam to piękne miasto na zaproszenie mojej niezrównanej wrocławskiej współlokatorki Magdy P. (bez nazwisk, póki co :P). Dotarłam z przygodami, nie obyło się bez wyklinania rozkładów jazdy itd. Spędziłam naprawdę miłe kilka dni na świetnym domowym jedzonku z P. u boku, bujając się po mieście, ogródkach piwnych i nie tylko. Zaliczyłyśmy również wyjazd nad Zalew Sulejowski z bratem P. i jego znajomymi. Bilans : ok. 3,5 h (łącznie) na rowerach wodnych, ze 2 h siatkówki plażowej, bolące pośladki (przynajmniej mnie i P.), jak również obolały nadgarstek (to już ja). Ale generalnie wszyscy bawiliśmy się świetnie, jedynym minusem była moja chwila wahania i nie wrzucenie kolegi Michała do wody. Z tego to miejsca pozdro wielkie dla mojej Madzi, która pewnie się tu pojawi ;).
Co poza tym? Odkurzyłam swoje pudło i znowu zaczęłam grać, ze skutkiem średnim, ale za to wieeeelkim zapałem i radością. Obecnie męczę Oasis, bo to takie łatwe gitarowe piosenki, że nawet niektórzy z nas, którzy tak nie bardzo jeszcze sobie radzą z trudniejszymi, mogą się popisać ;) A ostatnio to nawet zaczęłam śpiewać w obecności dwóch osób (w tym jedna to ja), ale o tym może Nimrod. Chociaż nie, lepiej dla wszystkich żeby jednak milczał (to ja też obiecam że to był ostatni raz) :P Hm...może by jakiś morał albo złota myśl? Tak na zakończenie? Eee...nie, to następnym razem.


3 Comments:
wnioskuję, że nimrodowe uszy zbytnio nie ucierpiały, bo żyje i ma się dobrze (skoro nawet notkę walnął) a cooo to za bryyka?
a bujam sie Sceniciem ;D Nimrod to robi dobra minę do złej gry, po prostu jest zbyt miły żeby otwarcie nie pisać, żem beznadziejny przypadek :P
Dzięki serdeczne za miłe pozdrowionka; zajefajny blog, chyba też muszę zacząć jakiegoś prowadzić...Ciekawe tylko czy ktoś by go czytał, hehe
P.S. Kość ogonowa, którą sobie stłukłam nad Zalewem Sulejowskim już na szczęście ma się dobrze. Buziole!
Aha,jeżdżąc Sceniciem swoim pięknym nie rozjedź jakiejś staruszki!
Prześlij komentarz
<< Home